poniedziałek, 18 lipca 2011

Park Wschodni

"- Pełzamy po wielkim wysypisku śmierci, które pozostawili żyjący przed nami. Wydaje się nam, że pijemy czystą wodę i oddychamy świeżym powitrzem, a to nieprawda. Wszelka materia i niemateria świata jest naznaczona przez śmierć i każdą jej cząstkę nią czuć. Jesteśmy coraz gorsi. Zbliża się kres tego perprtuum mobile.
- Nie da się tego zatrzymać?
- Nie. Życie jest coraz słabsze na mnogość sposobów umierania, które wymyśliła śmierć. Jesteśmy prawdziwymi kanibalami. Drzewo wydobywa dla nas z ziemi i z powietrza smakowitości, które bierzemy za czyste. Lecz wszystko jest skalane. Nieświadomi zjadamy umarłych i robimy inne o wiele gorsze rzeczy.
Radek ze łzami w oczach przylgnął do ojca.
- Tato, to nieprawda. A uśpione pąki? Przecież każdy je wypuści i będzie wielkie kwitnienie. Świat jest taki piękny!"


Wacław Grabowski, "Park Wschodni"




Wśród deszczu i wiatru, szalejących po całym kraju, wracam myślami do książki, którą poleciła mi moja Mama. Wygrzebała ją na jakimś nadmorskim stoisku w ubiegłe wakacje. Nie mówiła mi dużo na jej temat, ale jak tylko zobaczyłam, że traktuje o Wrocławiu to natychmiast się za nią zabrałam. Ja też dużo o niej nie napiszę, bo stali bywalcy Parku Wschodniego potrafią mówić sami. Nawet kloszard Archeolog ma coś do powiedzenia w tej książce, i to coś, co jest warte przemyślenia przez każdego czytelnika.



Polecam szczególnie osobom, które nie szukają łatwej narracji, ale doświadczeń budzących wątpliwości, nacechowanych jednocześnie szczęściem i smutkiem. "Park Wschodni" nie jest kolejną dającą łatwo zapomnieć się książką, przedstawiającą czasami obcesową i smutną rzeczywistość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz