


A po południu przepyszny obiad w restauracji Letniskowej, ulubionej do posiłków ze względu na "normalne" talerze i nieplastikowe sztućce.


W międzyczasie spróbowaliśmy wegetariańskiej kuchni indyjskiej, która rozłożyła się przy okazji festiwalu Indii w Mrzeżynie. Nadziewany warzywami pieróg i warzywny szaszłyk (jak pakora) były bardzo mocno przyprawione. Miałam mało do czynienia z kuchnią indyjską w swoim życiu i jeśli reszta smakuje tak jak to... To hmmm. Wolę chyba coś innego. Ale narazie nie zamykam się na taki rodzaj kuchni i zdecyduję ostatecznie co do takich smaków, jak skorzystam kiedyś z jakiejś bardziej profesjonalnej restauracji.

Wieczorkiem było deszczowo i zimno, więc chodziliśmy do Tawerny nad brzegiem plaży, na samych wydmach. Piliśmy zielone piwko, słuchaliśmy Seala i obserwowaliśmy do ostatniej chwili coraz bardziej ciemniejące morze.



To właśnie w mrzeżyńskiej Tawernie wyhaczyłam obrazy z kawą i jabłkami, twórczości Davida Carter Browna. Już wiem gdzie można kupić reprodukcje, ale na to może w przyszłym roku poświęcę trochę pieniążka. A może ktoś mi będzie chciał zrobić prezent? W każdym razie obrazy niesamowicie mi się spodobały i uwiodły mnie na tyle, że na 100% zadomowią się kiedyś w mojej kuchni!



http://www.globalgallery.com/search.php?af=david+carter+brown
Dziękuję za docenienie mojej kawiarenki Cuba Caffe...bardzo mi miło :) Pozdrawiam, Monika
OdpowiedzUsuń